Bruksela–podsumowanie wyjazdu

Podczas lotu powrotnego z Brukseli, kiedy za oknem widać tylko czubki najwyżej położonych chmur, postanowiłem zapisać całe podsumowanie na temat tego wyjazdu.

Całość wycieczki zaczęła się bardzo męcząco – ok 2 godzin jazdy busem na lotnisko w Pyrzowicach, następnie ok 2 godzin spędzonych na lotniku na odprawach i oczekiwaniu na lot. Po oczekiwaniu nastąpiła chwila niesamowitego ożywienia – lot. Każdemu kto lubi nowe doznania polecam polatanie. Ciężko opisać wszystkie wrażenia i emocje, związane z tym teoretycznie prostym doznaniem, ale jednak wpływu wiatru na wielki samolot lecący kilka kilometrów nad ziemią czy sporych przeciążeń związanych ze startem i lądowaniem samolotu po prostu nie można zignorować.

Po przylocie znów czekało nas oczekiwanie na autobus, zawożący nas do Brukseli (ok 1,5 godziny jazdy). Po przyjeździe autobusem do Brukseli (opisałbym widoki podczas podróży, ale spałem jak zabity) musieliśmy tylko odnaleźć naszą stację metra i trafić do apartamentów. Tutaj małe zboczenie z tematu. Metro. Wcześniej niedoceniany przeze mnie środek transportu, jednak po spędzonym tygodniu w tak dużym mieście stwierdzam iż jest to najlepszy środek transportu miejskiego jaki wymyślił człowiek. Nigdy nie zdarzyło się żeby trzeba było czekać na metro (maksymalny teoretyczny czas oczekiwania na stacji to 10 minut, jednak nigdy nam się tak nie zdarzyło), a prędkość samego pociągu i częstość stacji wykluczyła konieczność korzystania z autobusów, co w gąszczu aut Brukseli byłoby co najmniej spowalniające.

Nasze apartamenty to najbardziej luksusowe miejsce w jakim spędzałem czas za granicą. Niesamowicie dużo przestrzeni, 2 łazienki, 2 ubikacje, gigantyczna i świetnie wyposażona kuchnia, no i własny router + wielki telewizor (ani razu nie włączony.. cóż, informatycy). O wyżywieniu ciężko napisać cokolwiek bardziej kreatywnego. Śniadania i kolacje szykowaliśmy sobie sami w apartamentach, a obiady (przynajmniej poza czasem spędzonym na targach) jedliśmy w różnych restauracjach (przeważała tematyka Grecka, przez jakiś czas będę mieć uraz do Gyros).

Pierwszy dzień spędziliśmy dość leniwie. Zaczęło się od wyjazdu do Parlamentu Europejskiego. Szczerze mówiąc nie jestem zorientowany ani zaciekawiony w jakikolwiek sposób polityką, dlatego samo przeznaczenie budynku czy spotkania ze sławnymi ludzi specjalnie nie zrobiły na mnie wrażenia. Sam budynek był gigantyczny, powalał rozmachem i ochroną, przez jaką trzeba było się przebić aby chociaż zobaczyć co jest w środku. Drugą część dnia spędziliśmy rozkładając sprzęt na targach. Pierwsze złe wrażenie jakie odnieśliśmy, to nasze miejsce na targach. Wciśnięte w róg, ciasno otoczone (przynajmniej w teorii) innymi wystawcami, innymi słowy – nie napawające optymizmem. Problemy ze sprzętem to norma, więc nie ma nawet o czym pisać. Po wróceniu do apartamentu miała miejsce typowa biba informatyków (laptopy, yerba i muzyka do białego rana).

3 dni, począwszy od drugiego dnia pobytu w Brukseli (czyli od czwartku) minęły nam na wystawianiu projektów na targach, agresywnym rozpychaniu się na dostępnej dla nas przestrzeni wystawczej i opisywaniu w języku angielskim całości. Ogólnie wrażenie były mieszane. Dzień pierwszy minął bez jakiegokolwiek zainteresowania ludzi i Jury. Wszyscy przechodzili obojętnie obok stanowiska, jakby było technicznym zapleczem. W dniu drugim naprawiliśmy błędy dnia poprzedniego, wypchnęliśmy stanowisko do ludzi i wykorzystaliśmy bezczelnie fakt że wystawcy mający być obok nas się nie pojawili (zostawili tylko worek biomasy i plakat). Te poprawki sprawiły że w ciągu drugiego dnia odwiedziła nas niemal cała komisja Jury i spora ilość odwiedzających. Trzeci dzień minął raczej nudnawo, Jury się nie pojawiało, a odwiedzający przechodzili dość szybko, gdyż wystawców na sali nie brakowało. Czekaliśmy cierpliwie na wyniki, które miały się pojawić około godziny 17. I rzeczywiście, punkt 17 zostały ogłoszone wyniki i okazało się, iż dostaliśmy brązowy medal. Szybko jednak radość przemieniła się w zmęczenie i reszta dnia minęła nam na szukaniu okazji do przespania się.

W niedzielę odwiedziliśmy pociągiem Luksemburg. Miasto/państwo cokolwiek sympatyczne, jednak nie przykuwa uwagi niczym szczególnym. Ot, ciekawostka, małe na dobrą sprawę miasteczko, a ktoś zrobił z tego kraj. Dzień przydługawy i bardzo chłodny, najciekawszymi punktami wycieczki były obiad i kolacja ;).

Poniedziałek minął nam na krótkim zwiedzaniu Komisji Europejskiej i małej części Brukseli, po czym wieczorem zabraliśmy się za pakowanie, sprzątanie i oczywistą bibę z okazji zielonej nocy. Nie chcę się tu rozpisywać więcej, gdyż niektóre zdarzenia powinny pozostać tylko w głowach uczestników.

Wtorek wszyscy przyjęli z dużym zniechęceniem, ten tydzień był naprawdę przedni i nikomu nie chciało się wracać. Ale jak wiadomo, nic co dobre nie trwa wiecznie. Dlatego żegnam się z czytelnikami – do kolejnego wylotu (mam nadzieję że taki będzie – latanie jest naprawdę genialne :D).

 

Z wysoooka pozdrawia

Nekromancer

 

PS. Kilka zdjęć (może dorzucę więcej jak zdobędę ;))

Tu widzimy kunszt majstrów z Brukseli:

budowlancy2

A tu nasz mały sukces:

medal

Bruksela

Cóż, powiem szczerze że zostałem nieco zawiedziony stolicą Europy. Samo miasto jest niesamowicie zróżnicowane, ale nie zawsze jest to zaletą. Bardzo często zderzają się tu światy skrajnej biedy ze skrajnym bogactwem.

Za to co mnie urzekło – to budowlańcy. Najpierw zobaczyliśmy nietypowy sposób na burzenie wysokiego budynku. Otóż pewien pan siedział w koparce, z założoną końcówką do niszczenia murów. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby koparka ta nie znajdowała się na niesamowicie niestabilnej platformie, która zaś była podwieszona na 60 metrowym dźwigu. Całość była tak niestabilna i nieprofesjonalna że właściwie strach było przechodzić obok. Ale to nie wszystko. Dwukrotnie spotkaliśmy nietypowy sposób “naprawiania” przewróconych znaków drogowych. Otóż, oba znaki były obklejone szkotem i przyczepione nim do słupków wystających wszędzie przy krawężnikach. Obie sytuacje z budowlańcami są nagrane i może kiedyś to zamieszczę w jakiejś nocie.

Same targi pozostawiają pewien nieprzyjemny posmak. Ogólnie całość śmierdzi sporą komerchą, nie mówiąc już o notorycznych sytuacjach typu wystawy na których wystawiający szanowny pan profesor (który pewnie o samym swoim projekcie wie tyle że istnieje) nawet się nie pojawił. Ok 30% stanowisk to sam plakat wywieszony przed ewentualnymi eksponatami, bez żadnej opieki. Studenci zrobili, sz. p. profesor “przejął”, a oglądający mają sobie poczytać na plakacie, bo po co się męczyć i kogokolwiek tak daleko wysyłać. Cóż, można było tego uniknąć (myślę że wielu studentów pojechałoby chętnie do Brukseli choćby ze względu na możliwość zwiedzenia tego miasta – choć moim zdaniem jest zdrowo przereklamowane).

Sam wyjazd i towarzystwo natomiast jest wciąż przednie. Banda technicznej młodzieży z niesamowicie dziwnym poczuciem humoru to jest towarzystwo w którym spokojnie można spędzić tydzień za granicą nie żałując ani jednej sekundy. Ogólnie siedzimy (na targach albo w apartamencie), pijemy (yerbe albo cole) i słuchamy muzyki/pracujemy/gramy. To jest to ^_^.

 

Pozdrawia z odległej i zimnej Brukseli

Nekromancer

Prawa Murphy’ego

Słyszeliście kiedyś o takich bzdurnych prawach nazwanych prawami Murphy’ego? Jest to zbiór pewnych praw dotyczących życia codziennego. Jedno z tych sprawdziło się dziś w 100%.

Brzmi ono: “Awaria komputera czeka na najbardziej niedogodny moment aby bezlitośnie zaatakować”.

Dzisiaj stało się. Windows 7 zainstalowany na laptopie odmówił jakiejkolwiek współpracy. Przy uruchamianiu systemu wyskakiwało okienko, które najpierw przeprowadzało diagnozę systemu Windows po czym bezczelnie wyświetlało informację, iż mój Windows nie może być uruchomiony, a przyczyna nie może być naprawiona. Po przejrzeniu szczegółów dowiedziałem się że rejestr jest uszkodzony.

Właściwie gdyby się to przytrafiło tydzień temu… Lub miesiąc.. Nie zdziwiłbym się. Złośliwość rzeczy martwych. Bywa. W końcu to Windows ;). ALE NIE, to się MUSIAŁO stać na 4 dni przed wyjazdem do Brukseli… Na targach innowa mój laptop będzie prawdopodobnie służył jako miejsce służące do szybkiego naprawiania krytycznych błędów, przechowywania kopii bezpieczeństwa, no i jedynym urządzeniem dzięki któremu zachowam jakiś kontakt że światem. I właśnie dlatego Windows postanowił się zepsuć. No nic, odpaliłem Linuxa, przeprowadziłem kilka badań i stwierdziłem iż niestety – reinstall systemu jest wymagany. Zrobiłem pełną kopię bezpieczeństwa dysku (na Linuxie. tak btw Ubuntu 10.10 wymiata, nawet dla Casuali. Polecam z całego serca!) i z bólem serca wziąłem się za instalację windy oraz przydatnych programów na nowo. Teraz, 7 godzin po awarii system jest już w miarę dokończony, zostało mi do skonfigurowania tylko Delphi.

No i oczywiście muszę przywrócić boot-loader Linuxa, bo Windows bez żadnych skrupułów nadpisał boota Ubuntu – systemu dzięki któremu mam wszystkie dane. Ale jak wiadomo – złośliwość rzeczy martwych

 

Marudził i instalował na nowo Windowsa:

Nekromancer

 

Pozdrawiam i zapraszam na zatygodniową relację z Brukseli ;)

Moje milczenie było prawdziwym złotem

Długi brak noty na blogu jest wynikiem wakacji, których przebiegu oraz skutków naprawdę się nie spodziewałem. Wynika to z kilku ważnych rzeczy.

Po pierwsze, przez połowę wakacji pracowałem jako programista w firmie HATPA tworząc portal podobny do YouTube’a, ale nastawiony na streaming na żywo z kamerek internetowych, który wyjdzie pod nazwą InCamIn. Więcej o całym projekcie napiszę przy okazji jego publikacji.

Po drugie, w moim życiu pojawił się zespół Day of Riot. Ta zamieszana banda (jak sama nazwa mówi) obróciła całe moje życie do góry nogami. Także dzięki pewnym osobom na moje życie zaczęły znów mieć wpływ emocje, jednak to temat na o wiele dłuższą notę. Stronę zespołu (budowaną przez wokalistę – Dawida) można znaleźć pod adresem http://dayofriot.isgreat.org/. Znaleźć nas można także na facebooku: http://www.facebook.com/pages/Day-Of-Riot/128886570475482 oraz na naszym kanale YouTube: http://www.youtube.com/user/DayOfRiot. Kilka wersji mp3 naszych utworów można znaleźć na: http://dayofriot.4shared.com/

Po trzecie, już niedługo będzie miała miejsce seria zdarzeń (na pewno nagłośnionych przez media) dotyczących najnowszego projektu firmy The First Path Technologies, mianowicie Twojego Komputerowego Asystenta – Modułu Komputera Przyszłości. Jako że jest to projekt od podstaw nastawiony na świat, to promujemy go pod angielską nazwą Your Computer Assistant – Future Computer (w skrócie YCA FC). Opowiadać można o nim wiele, gdyż jest to produkt niesamowicie rozbudowany, o spektrum opcji wywołującym zawroty głowy. W największym skrócie jest to rewolucja sklecona z elementów znanych nauce, ale nigdy nie wykorzystanych razem oraz z tak wielkim rozmachem! Jak zawsze więcej szczegółów (oraz krótki filmik promocyjny) można znaleźć na blogu YCA pod adresem http://tkablog.wordpress.com/

W miarę możliwości i czasu postaram się nieco więcej publikować w ramach tego bloga, ale jak zawsze nic nie obiecuję ;)

PS. Pomyślałem że skoro moje życie przeżywa zmiany to blogowi także się należy, więc mam nadzieję że nowy skin się spodoba.

Małe co nieco o moim nowym zespole

Tutaj cytat oficjalnej historii Zespołu Day of Riot:

Na wiosne 2010 roku gitarzysta Paweł Cyran i perkusista Kacper Baros wpadli na pomysł, aby założyć

zespół. Kilka dni później zaprosili na próbę gitarzystę Dawida Wala. Po dłuższym graniu w “zespole”

gitarzysta Paweł zainteresował sie basem. Po kilku tygodniach grania na basie Paweł stwierdził, że

nadaje sie na basistę i będzie grał w zespole jako basista. Zespół otrzymał nazwe “Day Of Riot”, która

została wymyślona przez Pawła (nazwa wzięła sie od zamieszania, które zawsze panuje na próbach). Krótko

po tym zaprosiliśmy do zespołu wokalistę Łukasza Wilczek grupa zaczęła grać piosenki znanych wykonawców

takich jak: Green Day czy Papa Roach. Jako,że w dobrych zespołach musi być pare gitar zaprosiliśmy

dobrego gitarzystę Jakuba Syty, bez którego brzmienie tego bandu znacznie spada na wartości ;D. Na

wieści o konkursie talentów w Zespole Szkół nr 8 w Borynii i wypadkami losowymi dotychczasowego

wokalisty, do zespołu dołączyła również Ola Zielonka, która zaczęła śpiewać wraz z Dawidem.

16.06.2010 zagraliśmy wraz z Kasią Nowaczek (grającą na skrzypcach elektrycznych) na owym konkursie,

zajmując pierwsze miejsce. Po tym sukcesie przygotowujemy kilka kolejnych coverów, po czym mamy zamiar

sklecić pare własnych kawałków ;)

W składzie:

* Kacper Baros – perkusja
* Paweł Cyran – bas / elektryk
* Łukasz Wilczek – wokal
* Dawid Wala – elektryk / wokal
* Ola Zielonka – wokal
* Jakub Syty – elektryk
* Kasia Nowaczek – skrzypce elektryczne

Rodzaj muzyki: Rock

Owned pwned i pochodne

Dzisiaj bardzo krótko… Ciekawa sytuacja. Kazali nam przyjść do szkoły ładniej ubrani bo będzie jakieś zdjęcie. A w wyniku udzieliliśmy “kilka” wywiadów dotyczących Targów “INTARG” o których pisałem poprzednią notkę:

  • Do Dziennika Zachodniego (tak, znowu)
  • Do Gazety Wyborczej (tu akurat w sprawie TKA – zresztą to zabawna historia ;p)
  • Do telewizji TVT
  • Do telewizji Kanon
  • Do portalu Jasnet.pl
  • Dla portalu regionalnego JastrzebieONLINE

Teraz wystarczy tylko czekać na wyniki ;p

Nekromancer

PS. Wywiad w telewizji to nic takiego super stresującego.

PS2. Następna notka będzie z kupą zdjęć z ostatnich wydarzeń :)

Ja pinkole

Nie pisałem przez dobre pół miesiąca po zwyczajnie nie miałem czasu i o czym. Teraz, po pamiętnym weekendzie, mam “materiału” na co najmniej książkę lub pracę doktorską..

Może po kolei. Pisałem kiedyś że istniał projekt Bankowy Pomocnik, jednak wspominałem o nim niewiele. Nie przywiązałem do niego wagi. Okazało się że.. niesłusznie! Nasze informacje były z grubsza takie: “mam przygotować mały projekcik dotyczący bankowości, to będziemy go wystawiać na jakiejś tam konferencji”. Nic konkretnego, a co z tego wyszło? Prezentowaliśmy cały system wspomagania ludzkiej kreatywności z sferach giełdowych. Składał się on z programu Bankowy Pomocnik, Analizator giełdy oraz z Kreatywnej Gry Giełdowej (w postaci strony php).

Bankowy Pomocnik – program, który za pomocą czytającego nam informacje agenta (ludzik w garniaku) objaśnia nam hasła dotyczące inwestycji giełdowych, wskaźników giełdowych itp w miarę prostej i zrozumiałej postaci. Program ma także wbudowany system wspomagania decyzji giełdowych, który zadaje nam serię pytań dotyczących inwestycji którą chcielibyśmy podjąć i na podstawie naszych odpowiedzi wylicza matematycznie czy inwestycja ta jest bezpieczna i czy się opłaca.

Analizator Giełdy – jest to program, który analizuje podane przez nas wykresy jakiejkolwiek spółki (pobrane w formacie csv ze strony money.pl) porównując je do wszelkich wykresów na podstawie posiadanej bazy (przykładowo na prezentacji była to pełna baza inwestycji wszystkich spółek z roku 2009). Jeśli analizator znajdzie nam podobny wykres do podanych przez nas, to na jego podstawie wytycza nam przewidywany wykres naszej inwestycji (czyli przewiduje spadek lub wzrost wartości akcji) wprzód o 7-14 dni.

Kreatywna Gra Giełdowa – jest to gra napisana w php, którą otrzymaliśmy już “gotową” od naszego kierownika projektu (nauczyciela Systemów Operacyjnych i Sieci pana M.). W skrócie jest to gra emulująca giełdę polską na podstawie realnych danych z giełdy pobieranych z giełdy w Warszawie co ok. 15 min. Służy ona do nauki kreatywności podczas korzystania z giełdy bez ryzyka straty pieniężnych. Gra ta była dość kiepsko napisana (przestarzała technologia + bardzo kiepsko przemyślany szablon + w ogóle nieprzemyślana baza danych) dlatego gdybyśmy ten projekt mieli dalej rozwijać, musielibyśmy napisać ją od zera. Ale w sumie jeśli ktoś będzie chciał zapłacić…

Teraz pokrótce o tym co wyszło z domniemanej “jakiejś tam konferencji”.  Okazało się że to nie jest żadna konferencja, a Międzynarodowe Targi Innowacji Gospodarczych i Naukowych organizowane w MTK (Międzynarodowe Targi Katowickie) w Bytkowie. Ogrom imprezy przeraził mnie od wejścia do hali. Sam fakt że reprezentowaliśmy szkołę (jedyna szkoła średnia na całych targach, tak swoją drogą) w jednym z ok 200 stanowisk naukowych pozwala wyobrazić sobie ogrom i powagę tej imprezy. Nasz projekt giełdowy był jednym z 3 projektów przedstawianych przez naszą szkołę (pomijam szczegóły innych, elektronicznych, projektów, bo pomimo szczerych chęci i słuchania ich szczegółowych opisów przez 3 dni do teraz ich nie zrozumiałem… xD). Na targach poruszały się głównie szychy… Grube ryby w garniakach. I może w skrócie, bo sam się gubię w natłoku myśli…:

  1. Poznaliśmy osobiście programistę z firmy Wasko, który na 99,99% załatwi nam praktyki w tej niesamowicie innowacyjnej firmie,
  2. Nasz projekt dostał wyróżnienie i medal na samych targach (medal i ja na zdjęciu poniżej),
  3. Już planujemy 10x większy projekt z kolejnym nauczycielem na 10x większe targi w Brukseli (ale to dopiero za rok ;p)

Do tego doszła jeszcze Noc Informatyka 4, o której można dowiedzieć się więcej tutaj na której byliśmy (najlepsza impreza w moim życiu), o której napiszę jeszcze jedną notkę (wkrótce), a na której poznałem niesamowitych informatyków z Katowickich Uniwersytetów czy innych czortów (i tak z opowiadań dowiedziałem się że mają 7 dni w tygodniu weekend. Ponoć nawet pierwszy wtorek tygodnia jest świetną okazją żeby się napić :)) i do tego razem z Amim prowadziliśmy udaną (a przynajmniej mam taką nadzieję) prezentację o optymalizacji w Delphi, PHP i MySQL.

To by było na tyle. Jeśli mam być szczery ten niesamowicie krótki opis tego weekendu nie oddaje KOMPLETNIE NIC z moich aktualnych emocji, ale naprawdę ciężko jest tak napisać o wszystkim, kiedy człowiek pracuje na 7 biegu :P

Bywajta zdrowi

Nekromancer

PS. Obiecane zdjęcie (od czwartku do niedzieli byłem po 8 godzin na targach uśmiechając się do ludzi i tłumacząc im jak ten program działa i blebleble, opiekując się sprzętem i pilnując całości. Do tego w nocy z piątku na sobotę była Noc Informatyka, wiec od piątku 5 rano do soboty o 18 byłem non stop w ruchu, pracując całą parą. Snu zero, jedzenia… Trochę.. Po studencku. Dlatego na tym zdjęciu wyglądam jak ledwo żywy trup ;]).

Jeśli jeszcze jeden “Polski” szczyl powie mi w oczy że to dobrze że umarł Kaczyński lub cokolwiek w tym rodzaju to zabije na miejscu. I każdy sąd mnie uniwinni. Tutaj nie chodzi tylko o prezydenta. W tym samolocie umarła ogromna część aktualnej Polski.

Poza tematem

Nowy wpis (bardzo krótki zresztą) jest raczej chęcią wyjaśnienia pewnych sytuacji, o których ostatnio rozgorzały dyskusje między mną i znajomymi. Zatem oznajmiam wszem i wobec. Mnie się nie podpuszcza!

Osobą, która przekonała się o tym na własnej skórze jest Amidamaru6669, ale nawiasem mówiąc sam sobie nabroił. Naprawdę pytałem się go 4 razy czy mam przyjść do Niego o 6 rano w sobotę, żeby zrobić zdjęcie do gazety. No i za każdym razem potakiwał. Więc o co kaman ja się pytam? Przyszedłem… Więcej mnie nie podpuszczał :P

Po drugie… Gwoli wyjaśnienia nieścisłości:

TAK - wiem jak smakuje domestos i jednocześnie NIE - nie smakuje jak powerrade, ani tym bardziej za cola… I to jest moje ostateczne stanowisko.

Podziękował za podzielenie się szybką myślą

Nekro

Komentujemy Świat…

Komentowanie otaczającej mnie rzeczywistości na prywatnym blogu nie daje mi tyle radości ile chciałbym… Może ma na to wpływ fakt, że piszę rzadko i przydługawo, ale w dobie przytłaczających mikroblogów połączonych z portalami społecznymi nie wyobrażam sobie innej formy pisania, która byłaby w stanie się czymkolwiek wyróżnić. Poza tym, jak to ujął pewien mądry człek ze (zdrowo walniętej nawiasem mówiąc) grupy programistycznej tworzącej pierwszego Deus Ex’a: “jedynym problemem portali społecznościowych jest fakt, że są na nich ludzie”. Pomimo, że jest to twierdzenie dziwne, to świetnie komentuje otaczającą nas czeluść zgubnego internetu.

Spędziłem pół dnia na tworzeniu przejrzystego interfejsu do aplikacji “bankowy pomocnik” naszego nowego projektu (w zasadzie jest to duża szansa pokazania się światu) i dopadł mnie taki dziwny humor. Z jednej strony obiecałem sobie ostatnio, że nie będę już kompletnie aspołeczny (co wychodzi mi całkiem nieźle, muszę przyznać), ale z drugiej ciągle mi czegoś brakuje do tego dziwnego stanu zwanego szczęściem. Chociaż pozornie wszystko jest na dobrej drodze…

Nic to, pozostaje mi tylko próbować dalej i iść przed siebie. Naprzeciwko rzeczywistości..

Dla ciekawych co to jest “Bankowy Pomocnik” i jego matczyny projekt będzie następna notka – już niedługo.

I na koniec głupi żart, wzięty żywcem z nonsensopedii z artykułu o programistach. Uwaga:
Dziewczyna programisty!

I tym zabawnym akcentem kończe dzisiejsze wieczorne wypociny.

Kopyrajt 2010 baj Nekromancer